Od 24 września 2026 roku Google podsuwa automatom sprawdzającym pozycje część stron wyników, które wyglądają normalnie, ale mają podmienione wyniki organiczne. Każdy, kto patrzy na raport pozycji, widzi skutek: fraza nagle wypada z TOP30, choć strona nic w Google nie straciła. Pokazujemy tu, co o tym zjawisku wiadomo z publicznych źródeł, co widać w danych Sempulsa na dzień 2 listopada 2026 i jak odróżnić prawdziwy spadek od błędu pomiaru.
Co się dzieje z wynikami Google od końca września
Narzędzia do monitoringu pozycji nie siedzą przed przeglądarką. Pobierają strony wyników Google automatycznie, tysiące razy dziennie, i odczytują z nich miejsce Twojej domeny. Od 24 września Google coraz częściej rozpoznaje takie pobrania. Zamiast prawdziwej strony wyników zwraca wtedy jedną z dwóch wersji:
- stronę z podmienionymi wynikami - z reklamami i podsumowaniem AI, ale z innym zestawem stron w wynikach organicznych, często bez firmowych witryn, za to z agregatorami i katalogami,
- stronę okrojoną - z kilkoma wynikami albo bez kolejnych stron, przez co fraza z 15. miejsca nie ma gdzie się pojawić.
Branża nazywa to zatrutymi wynikami wyszukiwania (ang. poisoned SERPs). Google nie wydał w tej sprawie komunikatu. Według AccuRankera decyzja zapada dla całej sesji przeglądarki, a nie dla konkretnej frazy. Jedna zatruta sesja potrafi więc zepsuć wiele pomiarów naraz.
Co mówią publiczne źródła
Problem opisało już kilka firm, które same mierzą pozycje. Oto najważniejsze dane:
- AccuRanker (artykuł z 19 października, uzupełniany do 26 października) podaje, że przed zmianą całe strony wyników zmieniały się w około 1 na 1000 pomiarów. 25 września odsetek zatrutych stron w wynikach na komputerach sięgnął 30%, potem spadł do 1-3% dziennie. 24 października Google zatruł 40% pierwszych pobrań, a po kontrolach i ponownym pobraniu błędnych zostało 3,2%. Google zaostrzał mechanizm jeszcze 15, 20 i 23 października.
- Nozzle według własnej metody pokazał szczyt 27% zatrutych wyników 29 września.
- stat4seo już 6 października opisywał w Polsce strony wyników bez stron firmowych.
- DataForSEO w komunikacie z 23 października nie zapowiedział poprawki, tylko dodatkowe pole do weryfikacji wyniku.
- cloro w zestawieniu do 31 października pokazał, że część popularnych interfejsów do pobierania wyników Google zwracała pełną stronę w około 10% prób, a najlepsze w ponad 95%. To samo źródło podaje, że kolejna zmiana po stronie Google nastąpiła 26 października wieczorem.
Z tych źródeł wynika jedno: problem jest realny, dotyczy całej branży i żadne narzędzie nie jest na niego odporne. Narzędzia różnią się tym, co robią z błędnym wynikiem.
Co widzimy w danych Sempulsa
Sempuls mierzy codziennie około 900 fraz klientów z polskiego rynku. Widać więc, jak duża jest skala zjawiska w polskich wynikach, o których zagraniczne raporty prawie nie piszą.
Spadek trafień w pierwszym pomiarze
Przed 24 września nocny pomiar znajdował domenę klienta w wynikach dla około 890 fraz. W połowie października już tylko dla około 550, choć strony klientów nie traciły ruchu z Google. Na przełomie października i listopada w pierwszym pomiarze znikało z wyników 52-61% fraz, które dzień wcześniej były w TOP10. To dużo więcej niż kilka procent, o których piszą trackery same odrzucające zatrute strony.
Drugie sprawdzenie przestało wystarczać
Każdą zgubioną frazę sprawdzamy ponownie innym narzędziem. Między 20 a 26 października takie sprawdzenie odzyskiwało około 60% fraz. Po zmianie z 26 października skuteczność spadła do 20-25%. Zbiega się to z momentem, w którym inne firmy zgłosiły kolejne zaostrzenie po stronie Google.
Test 266 zgubionych fraz
2 listopada wzięliśmy wszystkie frazy z tego dnia, których nie znalazły dwa narzędzia pomiarowe, i sprawdziliśmy je u trzeciego dostawcy. Wynik:
- w 78% przypadków strona klienta normalnie była w wynikach Google,
- po odliczeniu fraz, które już wcześniej były daleko poza TOP30, w 86%,
- pozycje różniły się od ostatniego pewnego pomiaru średnio o 1-2 miejsca.
Większość spadków z tego dnia była więc błędem pomiaru, a nie problemem ze stroną.
Ile warte są dane z Google Search Console
Search Console nie jest zatruwany, bo pokazuje pozycje z prawdziwych wyświetleń. Ma jednak dwa ograniczenia. Dane przychodzą z 2-3-dniowym opóźnieniem, a dla fraz, na które strona nie dostała wyświetleń, w ogóle ich nie ma. Sprawdziliśmy, jak trafne są różne sposoby uzupełniania luk. Każdy porównaliśmy z następnym prawdziwym pomiarem:
- ostatnia pewna pozycja potwierdzona wyświetleniami w Search Console - 72% w granicach dwóch miejsc,
- przeniesienie ostatniej pewnej pozycji bez potwierdzenia - 71%,
- sama średnia pozycja z Search Console - tylko 35%.
Search Console dobrze potwierdza, że strona nadal jest w wynikach. Jako samodzielne źródło dokładnej pozycji wypada jednak słabo, bo średnia z kilku wyświetleń bywa przesunięta o kilka miejsc.
Jak rozpoznać fałszywy spadek pozycji
Zanim zaczniesz poprawiać stronę po spadku w raporcie, sprawdź kilka rzeczy:
- Czy spadek dotyczy jednego dnia. Według AccuRankera ponad 9 na 10 zatrutych wyników dla frazy trwa jeden dzień. Jeśli fraza wraca następnego dnia, to był błąd pomiaru.
- Czy zniknęło wiele fraz naraz. Nagły spadek kilkudziesięciu fraz jednego dnia, bez żadnej zmiany na stronie, to typowy obraz zatrutych wyników.
- Czy razem z Tobą zniknęli konkurenci. Jeśli w zapisanych wynikach brakuje też stron, które zwykle są obok Ciebie, podejrzewaj dane, a nie stronę.
- Co mówi Search Console. Przefiltruj frazę i datę. Jeśli średnia pozycja i liczba kliknięć się nie zmieniły, spadek w narzędziu był fałszywy.
- Czy w wynikach lokalnych są firmy z innego miasta. To częsty objaw podmienionej strony wyników.
Nie reaguj na jeden dzień. O zmianach na stronie decyduj na podstawie trendu z kilku pomiarów.
Co robimy w Sempulsie
Od początku października monitoring pozycji w Sempulsie ma osobną ścieżkę dla dni, w których pomiar jest zakłócony:
- Ponowne sprawdzenie zgubionych fraz innym narzędziem, w innej sesji i o innej porze.
- Porównanie z Google Search Console. Jeśli strona ma wyświetlenia, a ostatni pewny pomiar był niedawno, pokazujemy tę pozycję jako uzupełnioną, a nie jako spadek.
- Wyraźne oznaczenie w kalendarzu pozycji. Dni z zakłóceniami i pozycje uzupełnione są oznaczone, żebyś wiedział, co jest pomiarem, a co szacunkiem.
- Test dodatkowego dostawcy wyników. Po wynikach z 2 listopada sprawdzamy źródło, które w naszym teście znajdowało większość zgubionych fraz.
Pracujemy też nad kontrolą przed zapisem pomiaru. Jeśli nowe TOP10 dla frazy ma mniej niż połowę stron wspólnych z ostatnimi dniami, wynik zostanie pobrany jeszcze raz, zanim trafi do raportu. Takie podejście opisuje AccuRanker. Według ich danych pojedyncze ponowne pobranie daje normalny wynik mniej więcej w 3 przypadkach na 4, a kolejne próby i kontrole zbijają odsetek błędnych wyników do kilku procent.
Podsumowanie
Od 24 września 2026 roku Google celowo utrudnia automatyczne sprawdzanie pozycji, a od 26 października robi to jeszcze skuteczniej. W polskich danych Sempulsa większość nagłych spadków to błędy pomiaru. W teście z 2 listopada 78-86% zgubionych fraz było normalnie w wynikach. Nie wyciągaj wniosków z jednego dnia, sprawdzaj Search Console i korzystaj z narzędzia, które samo weryfikuje podejrzane spadki, zanim pokaże je w raporcie.